wtorek, 20 października 2009

środa, 19 sierpnia 2009

Czysta sprawa

Wracamy do tematów, które chcielibyśmy skomentować, już na spokojnie, po naszej wgłąb Azji wyprawie. Na początek sprawa pewnego pomysłu na niskobudżetową inwestycję w biznes usługowy, na którym wszyscy mogą zyskać. Zacznijmy od tego, że po 14 dniach bezustannej jazdy samochodem mieliśmy ogromną ochotę porobić coś innego niż jazda samochodem i słuchanie wysłużonych już piosenek, które wzięliśmy ze sobą, by grając nam, rekompensowały nadmiar kurzu i nieodzownej adrenaliny wyprawowej. Ryzykując stwierdzenie, że 'przysłowia są kulturą narodu', a w Mongolii przysłów naprawdę nie brakuje prawie na żadną okoliczność, postanowiliśmy iść tym tropem i w obliczu nieznajomości mongolskiego, pooglądać to, co wysoką kulturą można nazwać. Wybór nie był trudny, poszliśmy do Narodowego Teatru Dramatycznego na program przygotowany przez Zespół Mongolskich Pieśni i Tańca. O wrażeniach z tej wizyty innym razem, bo najciekawsze teraz jest to, co czekało nas po przedstawieniu.

Przypominam, że cały czas poruszaliśmy się po Ułan Bator starletką. Miała już wtedy na koncie tak ze 4 tuziny tysięcy komarów i ważek rozbitych na przodzie i pewnie nie mniej niż kilka kilogramów kurzu i błota na tyle. Auto wyglądało na bardzo zmęczone.
Tuż po wyjściu z przedstawienia nieokreślony blask zaczął bić z miejsca, w którym wcześniej nasz czterokołowy przyjaciel był zaparkowany. Ku naszemu zaskoczeniu i po wnikliwych oględzinach, okazało się, że to ta sama toyota, tylko że umyta! Zaskoczenie i zdziwienie. Pod teatrem, bez proszenia myją auto?! Oczywiście równowartość dolara należało pozostawić sprawcom czystości...
W gruncie rzeczy do dziś burzę się, gdy ktoś próbuje mnie naciągnąć na cokolwiek bez mojej zgody, ale tamto zdarzenie, po drobnych modyfikacjach w procesie zamawiania i konsumowania usługi, było naprawdę dobrym pomysłem. Wyobraźmy sobie, że zamiast naciągających na umycie szyby nastolatków, tak często rezydujących w okolicach przejazdów kolejowych i przy "długich" światłach, możnaby było w dowolnym miejscu zostawić samochód i umówić się na jego umycie, np. przez telefon. My idziemy do pracy, samochód czysty. My u dentysty, samochód czysty. Mnożyć można bez ograniczeń pory dnia - biznes to biznes. Pytanie tylko czy to legalne - myć samochód byle gdzie? Możnaby zrobić to ekologicznie, ale i tak pewnie mogło by to komuś przeszkadzać. Chyba tak to już jest tutaj, w odróżnieniu od tego jak jest tam, że dobry pomysł na tani biznes to za mało...


Zdziwienie.

piątek, 14 sierpnia 2009

Uzupelnienie diety

Z uwagi na napływające do nas pytania, chcemy w końcu uciąć wszelkie insynuacje, jakobyśmy nie uczestniczyli w przyjęciu w jurcie i nie konsumowali gotowanej kozy. Potwierdzamy, jedliśmy i jesteśmy pod wrażeniem, jak mogliśmy to jeść i nie chorować później...
Dla niedowierzających, załączamy zdjęcia.

W zasadzie do przygotowania nie zużyto chyba ani grama soli i innych przypraw...

czwartek, 13 sierpnia 2009

Dieta cud

Gdyby sporządzić subiektywny ranking kuchni krajów, które przemierzaliśmy, według nas, najlepsze jedzenie było w Mongolii, później w Rosji, kończąc na Ukrainie.
Ranking, wręcz bezpośrednio, opiera się na odczuciu wypływającego z każdej potrawy ciężkiego tłuszczu, który bez neutralizującego wsparcia może być bardzo szkodliwy. Ale przejdźmy po kolei.
Aby przygotować jakiekolwiek pożywienie, należy zabezpieczyć produkty martwe lub te jeszcze żywe.

Jeśli chodzi o produkty żywe - najłatwiej je zdobyć w Mongolii. Stada koni, kóz, baranów i bydła nie zwracając uwagi na przepisy drogowe nachalnie nachodzą kierowców wywołując w nich zdenerwowanie. Kierowcy mongolscy to twardziele, gdy zauważają zwierzaki to nie trąbią aż do ostatniej chwili, kiedy już bardzo często jest za poźno...

Kiedy już okaże się, że zgubiłeś to co masz zjeść, trzeba dobrze poszukać.

Kolejnym etapem przygotowań, wedle uznania, są przybory kuchenne, które jak się okazuje, im dalej na wschód, tym mniej potrzebne. Jakub próbował zabrać łyżeczkę z ukraińskiej Połtawy, ale powstrzymał się, bo istniało podejrzenie, że to łyżka do zdejmowania opony z koła...

Po upolowaniu składników czas na ich przygotowanie. Mongolska technika prażenia na rozpalonych do czerwoności kamieniach w efekcie dostarcza mięsko rodem z grila.

No i smacznego!

Żarkoje (Ukraina) - po polsku znaczy "na gorąco", podawana w glinianych dzbankach podsmażana i zapiekana wieprzowina z zmiemniakami, cebulą, marchwią, grzybami i pietruszką. Całość okraszona śmietaną i oczywiście głęboko osadzona w skwierczącym tłuszczu. Już przez samo pisanie o tej potrawie się zmęczyłem...



Buzy (Mongolia) - gotowane na parze, przypominające nasze pyzy (znane również jako kluski), z zawartością baranią

Chuszur (Mongolia) - nadziewane mięsem baranim placki naleśnikowe.

Kwas chlebowy (popularny na Ukrainie i w Rosji) - zimny, potrafi uśmierzyć każde podrażnienie ;)

A na deser: można wybierać! Powyżej pączek z ryżem, o nieznanej nazwie lokalnej. Do innych rosyjskich wynalazków można również zaliczyć: parówka w cieście francuskim, pączek z grzybami oraz drożdżówka z mięsem. Wbrew pozorom - bardzo smaczne!


Istnieje też oczywiście wersja dla małowytrwałych: byc zaproszonym na jedzenie


Zaprosić się na jedzenie:

Zagęszczenie McD to: kilka na Ukrainie, kilka w Rosji, zero w Mongolii.



Zawsze też mając odrobinę szczęścia można być zaproszonym na party w jurcie. Świeży zabita i ugotowana koza to rarytas. Zajrzyj do miski.

środa, 12 sierpnia 2009

Kilka ciekawostek i spotkań gdzieś daleko w Azji

Gdzieś daleko od Polski w dalekiej Azji - około 800 km przed Irkuckiem nagle w naszym lusterku pojawił się biały DAF z polskimi tablicami rejestracyjnymi.
Jakże sympatycznie się nam zrobiło kiedy to poczuliśmy, że nie jesteśmy jedynymi Polakami w tych stronach.

Nasza podróż w towarzystwie Grzesia z Sieradza, przebiegała przez prawie 300 kilometrów.
Zatrzymaliśmy się na parkingu na wspólny posiłek.
Ku naszemu zdziwieniu Grześ też jechał do Mongolii. Pełen szacunek dla sympatycznego Grzesia - taką trasę zrobić samemu - trzeba być twardzielem !.
Nowy Daf trasę do Ułan Bator i z powrotem pokonuje w 5 tygodni. Z Polski wozi tam kosmetyki. To właśnie Polska należy do największych partnerów handlowych Mongolii.

Tak właśnie sprowadzają Rosjanie samochody z dalekiej Japonii. Z okolic Irkucka do Władywostoku to około 4 tysięce kilometrów w większości po szutrowej nawierzchni. Auto holujące ciągnie za sobą przymocowany na sztywno nowo sprowadzony pojazd - w ten sposób jeden kierowca jedzie dwoma autami. Samochody te rozdziela zapora przed kamieniami - auto holowane oklejone jest całe zabezpieczającym lakier papierem i taśmą. I tak przez kilka tysięcy kilometrów.


Oczywiście większość aut jakie Rosjanie sprowadzają z bogatej Japonii to różne modele Toyoty, modele jakich w Europie się nie spotyka.

Za Uralem, czyli w Azjatyckiej części Rosji większość aut na drogach stanowią samochody sprowadzane z Japonii. Wszystkie auta sprowadzone z kraju Kwitnącej Wiśni mają kierownicę po prawej stronie. Na zdjęciu jeden z ładniejszych modeli Toyoty - Caldina - wogóle nie dostępny w Europejskich salonych tej marki - szkoda?

Jeszcze kilka Syberyjskich Wspomnień

Dworzec kolejowy w Stolicy Syberii przypominał wewnątrz muzeum - marmury, żyrandole - całkowicie nie pasowal do otoczenia.

To właśnie za Nowosybirskiem rozpoczęło się drogowe piekło. Do Irkucka prawie 1800 km jechaliśmy znacznie wolniej. Asfalt znikał co kilka kilometrów.

Drogi, które nie wymagają komentarza :)
Nasza maksymalna prędkość i tak wynosiła 30km/h. Ograniczenie do (70) dotyczyło pewnie Uazów i Kamazów:)
Drewniane mosty przestały nas wzruszać.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Nareszcie w domu :)

Meldujemy, że rodział powrót możemy uważać za zamknięty.
Od kilku godzin jesteśmy w domu.
Wszystkich Naszych Szanownych Kibiców Serdecznie Pozdrawiamy i Dziękujemy za doping.
Przez Moskwę do Berlina - przenieśliśmy się do Naszej epoki.
Jednocześnie informujemy, że Nasz blog, będziemy jeszcze uzupełniać, teraz już na spokojnie opierając się o wspomnienia :)

piątek, 7 sierpnia 2009

Przykazanie podroznika: nie zamykaj rozdzialu "powrot" przed jego zamknieciem


Witamy, nie zza krat sponiewieraego karaluchowatym zapachem aresztu sluzb celnych w Mongolii, lecz z wolnego miasta, stolicy pieknej Buriacji - Ulan-Ude w Rosji.
Wsiadajac do zapowiadajacego sie luksusowo wagonu pociagu relacji Ulan Bator - Irkucyk (za wymowa Mongolska), nic nie wskazywalo na fakty ktore mialy wydazyc sie juz za 11 godzin, czyli po przejechaniu 350 km. Po przeprowadzeniu kontroli celno-paszportowej sluzby mongolskie nakazaly nam oposcic pociag, bez mozliwosci kontynuowania podrozy. Okazalo sie ze dostalismy zaproszenie na przesluchanie z naczelnikiem urzedu celnego, ktorego mina na dzien dobry nie wzbudzala naszego zaufania. Naturalnym bylo ze paszporty zostaly zatrzymane i wrzucone do dziwnego sejfu. Sytuacja byla dla nas jasna: nie wiadomo o co chodzi! Przez kilka godzin spogladalismy na swiat zza krat urzedu celnego.
Wlasnie sie dowiedzielismy, ze bezprawnie zostawilismy naszego czterokolowego przyjaciela w Mongolii.
Wczesniej w Ulan Bator wykonalismy wszyskie wymagane formalnosci, aby podarowac nasza starletke. Bylo to dla nas ogromne zaskoczenie, kiedy urzednik pograniczny poinformowal nas, ze odda nam paszporty jak wplacimy niemala dla nas kwote 2500$ oplat. Siegnelismy gleboko do kieszeni, ale tam nic juz nie bylo ;) Oczywista oczywistoscia dla nas byl fakt, ze podczas przekazania charytatywnego, my nie powinnismy pokrywac zadnych kosztow. Sluzby celne, w odroznieniu od Ministerstwa Spraw Wewnetrzych Mongolii, byly innego zdania. Nie pozostalo nic innego jak poszukiwanie pomocy w okolicznych polskich placowkach dyplomatycznych. Wywolalismy niemale poruszenie i wiesc dotarla do konsulatow w Pekinie, Irkucku i zamykanym w Ulan Bator. Po kilku godzinach negocjacji, w oparciu o wskazowki konsulow, drastycznie wyrwalismy paszpoty z oskarzajacej o przemyt reki celnika i postanowilismy wziac sprawy w swoje rece. Kolejne kilkanascie godzin spedzonych na dworcu kolejowym w Suche Bator w oczekiwaniu na rozstrzygniecie spraw celnych pozwolilo nam opracowac nowy plan powrotu do domu. Nadeszla pelna wrazen noc.
Nastepnego dnia, po nocy spedzonej w starletce pomiedzy przemytnikami chinskich ubran pod brama graniczna, opuscilismy formalnie Mongolie. Starletka pozostala na miesiac w depozycie celnym w towazystwie kilku innych auto bioracych udzial w rajdzie Mongol Rally. Jezeli obdarowani przyjaciele z Mongolii ureguluja formalnosci celne, beda mogli ja odebrac. Po tym czasie auto bedzie wlasnoscia Panstwa Monogolskiego.
Idea naszej wyprawy bylo przede wszystkim dojechanie do Ulan Bator stara toyota i potem przekaznie jej osobom ktorym sie przyda. Poslusznie meldujemy wykonanie zadania, nie tylko Panu Prezesowiu ;)

Mongolskie drogi

Bez komentarza.

Nie moglismy sie powstrzymac od komentarza: w Europie nikt by nie pomyslal ze tak mozna sie zapakowac...

Stacja kontroli pojazdow.

Inspekcja transportu drogowego mialaby pelne rece roboty w Mongolii (gdyby istniala).

Specjalny tuning motycykla wymaga specjalnego ochroniarza.

Mongolska przyczepa campingowa ;)

W strone zachodu slonca.

Wielka pardubicka z meta w Karakorum.

Przypomina Zila.

Podobnie jak ten.

Stylowy mongolski kask.